wtorek, 26 listopada 2019

Skandynawskie oblicze Netflixa

Poluję ostatnio na skandynawskie klimaty. Dorwałam kilka dni temu książkę, którą dość szybko przeczytałam i opisałam swoje wrażenia - Eksperyment Isola.

Jednak nadal więcej siedzę przy Netflixie, więc siłą rzeczy starałam się wypatrzeć jakieś ciekawe seriale i filmy skandynawskie (w oczekiwaniu na Wiedźmina :). Myślę, że podpowiem tym, którzy sami chcieliby coś obejrzeć, a nie wiedzą co. Niektóre z podanych oglądałam, inne dopiero zamierzam. Proszę tylko nie liczyć na obiektywną opinię, bo według mnie coś takiego nie istnieje :) Dlatego będę wdzięczna za odzew tych, którzy już oglądali, z czym możecie się zgodzić a z czym nie.
[Wybaczcie, ale opiszę Wam te seriale własnymi słowami na swój sposób.]

1. Karppi



Zaczęłam już go oglądać, jest to fiński serial kryminalny, który zadowoli chyba tych, którzy lubią czuć ciężkość emocji, przyciemnione kolory, zagmatwaną historię. Tak w skrócie, opowiada o pani detektyw, która dopiero co straciła męża i teraz sama musi wychowywać córki. Postanawia jednak dość szybko wrócić do pracy i od razu dostaje dużą sprawę - znaleziono zwłoki kobiety, na placu budowy nowoczesnych osiedli mieszkaniowych. Jak można się domyślić, będzie tu nie tylko walka, z czasem, ale i potężną firmą, która nie chce odpuścić sobie dochodowego projektu.

2. Fallet



Jest to serial kryminalny ale komediowy. Dwoje śledczych - ona ze Szwecji, on z Wielkiej Brytanii (wbrew pozorom to nie początek romansu :) Oboje zaliczający wciąż nowe wpadki, krótko mówiąc - są beznadziejni w tym, co robią. Jednak dostają jeszcze jedną szansę, mają razem pracować nad sprawą morderstwa, która zaprowadzi ich w rejony, o których nigdy by nie pomyśleli.

3. Ruchome piaski



Serial szwedzki, który odkrywa całą historię po kawałku, na początku zarzuca nas obrazami, dźwiękami, sprawia, że jesteśmy zdezorientowani, jak główna bohaterka, którą policja znajduje w jednej ze szkolnych klas pośród ciał swoich kolegów i koleżanek. Czy to ona zabiła? Czy po prostu cudem udało jej się przetrwać? Z każdym odcinkiem dowiemy się więcej, ale będziemy musieli uważać, by nie dać się zwieść.

4. The rain


Tym razem produkcja Duńczyków. Jeśli jesteście fanami filmów postapokaliptycznych, thrillerów psychologicznych i sci-fi to prawdopodobnie spodoba Wam się ten serial, mimo, że jest dla nastolatków. Ciekawy, niebanalny, mimo prostej historii. Głównym wątkiem jest zaraza, która spada na ludzkość za pomocą deszczu. Pojedyncze jednostki, które się ostały, muszą walczyć ze sobą o przetrwanie. Kto okaże się sojusznikiem, a kto śmiertelnym wrogiem? Niby proste, a przyciąga :)

5. W pułapce


Zdaje się, że to serial islandzki, w którym dużo się dzieje - znajdują tułów mężczyzny, podejrzewają, że ktoś go zabił i poćwiartował na promie, który właśnie przybył z Danii, więc przesłuchują pasażerów. Do miasta trafia też człowiek, który jakiś czas wcześniej wzniecił pożar, w którym zginęła krewna jednego ze śledczych, władze i jeden z biznesmenów kłócą się o budowę jakiegoś portu, a jakby tego było mało, przychodzi wielka zamieć, która odcina miasto od reszty świata. Nie powiem, brzmi jak początek czegoś, co może się dobrze oglądać.

6. Borderliner



Nie mogło tu zabraknąć Norwegii. Choć nie jest to dzieło wysokich lotów, powinien się spodobać. Historia kręci się wokół pewnego stróża prawa, który najpierw zeznaje przeciwko swojemu koledze, wyjeżdża, lecz z jednego bagna wpada w drugie. Z pozoru prosta sprawa okazuje się rozrastać i doprowadza do tego, że bohater zmuszony jest ciągle oszukiwać na rzecz członka rodziny, powiązanego z tą sprawą. Możemy się spodziewać ciągłego deptania mu po piętach, próbach, lepszych czy gorszych wywinięcia się z opresji. Dużo się dzieje, bo wbrew pozorom, nie skupiamy się tylko na relacjach i rozterkach śledczego. Trochę pokrętnych relacji, intrygująca fabuła, nordic noir - wynikiem czego prawdopodobnie nie odkleimy się od tego serialu.

7. Rodzina plus



Wracamy do Szwecji, a tym razem jej rodzinne, komediodramatyczne oblicze. Gdy z dwóch nieudanych małżeństw powstaje nowa rodzina, trzeba wszystko utrzymać jakoś w ryzach, by dzieci miały dobry kontakt z obojgiem biologicznych rodziców. Ciekawe w nim jest to, że nie idealizuje rzeczywistości ani bohaterów. Nie ma też przewidywalnych sytuacji jak w typowych serialach, gdzie konflikt rozwiązuje się po kilku rozmowach. Tu, jak czasem i w życiu, stopniowo narasta i wcale nie jest to proste, by go rozwiązać. O ile jest do rozwiązania, bo i to nie jest oczywiste. Jak dla mnie właśnie ten aspekt jest przyciągający. Nareszcie ktoś, kto nie wmawia mi, że problemy rozwiązuje się w 5 minut, a relacje polegają tylko na płytkich uśmiechach i wypowiadanych frazesach.

8. Rita



Nie ukrywam, że to jeden z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych, duńskich seriali w tej kolejce. Bardzo lubię postacie nietuzinkowe, które wyłamują się ze schematu. Mimo, że pracują na stanowisku, które wymaga od nich trzymania się pewnych norm, oni je łamią, tym samym stając się najbardziej autentyczną postacią. Tu akurat mamy nauczycielkę. I choć było już trochę filmów czy seriali z tym motywem, to mam przeczucie, że dobrze jest zajrzeć i tu :) Zwłaszcza po obejrzeniu jednej ze scen ze zwiastuna, gdy bohaterka pali w szkolnej toalecie, zauważa wulgarny napis na ścianie napisany z błędem, po czym wyjmuje mazak i ten błąd poprawia. Z tego co wiem, jest tam dużo śmiechu jak i trochę poważniejszych tematów, więc pewnie nie będziemy się nudzić.

9. Lilyhammer



Norwesko - amerykański serial, tak w skrócie opowiada o byłym gangsterze, którego chcieli sprzątnąć, ale nie wyszło, więc stwierdził, że jak tak, to rozgada wszystko FBI. Ci objęli go programem ochrony świadków, więc gość mógł sobie wybrać, gdzie chce zacząć nowe życie. Wybrał miasteczko w Norwegii. Okazuje się, że mieszkańcy "dają się uwieść jego urokowi".

10. Stujednolatek, który nie zapłacił rachunku i zniknął



Tym razem mowa o filmie. Jeśli właśnie się zastanawiacie, czy już nie słyszeliście podobnego tytułu, to bardzo możliwe, bo kilka lat temu mieliśmy "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął".
W tym filmie, nasz sympatyczny szpieg i jego kolega szukają przepisu na napój o cudownym smaku, rodem z Rosji. A właściwie Związku Radzieckiego. Nie jest to łatwe, ale po drodze czeka wiele niespodzianek i powrotów do przeszłości. Jest to trochę nietypowy film, a jeszcze gdy ktoś lubi tak język szwedzki jak i rosyjski, to będzie miał tu do posłuchania.


Ciekawych seriali jest o wiele więcej, jednak stwierdziłam, że jak na razie to wystarczy. :) Ale oczywiście, polecam Wam poszukać samemu. :)

Miłych wieczorów z serialami :)


środa, 3 lipca 2019

Niektóre książki są po to,by je czytać w kawiarniach

To cudowna rzecz, w kraju ogarniętym względnym spokojem, że możesz tak po prostu wyjść 
z domu z myślą, że chcesz poczytać przy kawie, ale nie u siebie.

Tylko właściwie czemu nie? Własne cztery ściany dają komfort, bezpieczeństwo, pewnego rodzaju intymność. A tu takie obnoszenie się z czytaniem.
Ale ma to sens. To naprawdę ma sens.

Kawiarnie czy też miejsca ładne wizualnie (czy też ładne poprzez to, że panuje w nich spokój), dają swój własny komfort - uwolnienia myśli, wyrwanie się
z przewidywań i poglądów, umiejscowionych niejako w naszym domu. Tu widzimy więcej, czujemy wiatr na skórze, ale to jest inny wiatr niż ten, który otula nas wieczorami, gdy siadamy na swoim własnym balkonie, nie musząc się tłumaczyć z ubrania tylko
w piżamy i z zamykania oczu by lepiej słyszeć noc.


Tu chodzi również o kontrast. Z jednej strony nie ma nas, bo umysłem, sercem może nawet jesteśmy w akcji książki, a jednocześnie nasz mózg czuwa nad otoczeniem, dając nam, delikatnie, niemal nieuchwytnie do zrozumienia, że on stoi na straży i monitoruje każdy ruch w tle.
Trochę naciągając - jesteśmy w świadomości i nieświadomości jednocześnie.

A poza tym, wiadomo, że wśród ludzi i na powietrzu, wszystko inaczej smakuje.
 













A jeśli już się zdecyduje na taki krok, zerwania intymności domowych kątów, warto przemyśleć zaproszenie współtowarzysza. Czytanie we dwójkę, nawet każdy swoją książkę, jest nadal tak niepopularne, że czujesz się jak na flash mobie. :)
Ale czytanie też zbliża lub umacnia więzi. Naprawdę, robienie wspólnie tak dziwnej, niecodziennej rzeczy musi pozostawić jakiś ślad. :) :)

Myślisz, że przesadzam? Może i tak, ale z drugiej strony, kiedy ostatnio widziałaś/ eś kogoś, kto przyszedł do kawiarni (a już w ogóle do restauracji) tylko, by coś poczytać?

Zgadzam się, za mało takich widoków, więc bądźmy tym widokiem.
Taka trochę edukacja przez pokazanie na swoim przykładzie, że tacy ludzie istnieją i to nie jest taki głupi pomysł.












Zostańmy więc takimi obrazkami, wyspami na morzach pustych od książek w miejscach publicznych. Nie po to nawet, by promować czytanie.
Po to, by pokazać, że istnieją różni ludzie. A bycie "różnym", innym to nic złego.
Tego chyba teraz potrzebuje ten kraj.


Oraz, że czasem jest dobrze wyjść z domu, nawet 
z książką. Choć intymność pokoju to nic złego.

 Ale to już inny rodzaj doświadczeń. :)

Pozdrawiam zwiewnie :)


wtorek, 18 czerwca 2019

"Spotkajmy się przy kawie" :)

Takie wydarzenia nie zdarzają się często, a  przynajmniej nie u mnie.

Sobota, ładny, ciepły dzień. Kwiaciarnio - kawiarnia "Kwiaty ze smakiem". Pięknie udekorowany stół, przygotowane ciekawe warsztaty i 12 cudownych kobiet, które postanowiły zrobić coś wspólnie.
Pierwsze stalowowolskie spotkanie blogerek. Pozwólcie, że opowiem o nim ze swojej perspektywy. :)

Na początku bardzo chcę podziękować Natalii Tworek - Sudoł z bloga Mój portret, za to, że namówiła mnie do wzięcia udziału, oraz pozostałym organizatorkom - Agacie, Eli oraz Ewelinie  za cały pomysł i realizację tego spotkania. 
Bardzo Wam dziękuje za zaproszenie.

Szczerze mówiąc, zazwyczaj jestem sceptycznie nastawiona do spotkań, nawet jeśli zapowiadają się świetnie. Moja introwertyczna natura mi w tym nie pomaga.:) Dlatego tym bardziej doceniłam klimat, pozytywne nastawienie organizatorek oraz to, jakie osoby tam poznałam. Każda z nich prowadzi ciekawy blog, wręcz poczułam się wśród nich jak szara myszka, gdy popatrzyłam na swoje osiągnięcia. Ale jednocześnie miałam nadzieję, że się czegoś od nich nauczę, że nabiorę motywacji, może podłapię jakieś pomysły.
I faktycznie tak się stało. Mam nadzieję, że efekty będzie można już niedługo zauważyć.

Po pierwszych przełamanych lodach przy lemoniadzie i opowiedzeniu co nieco o sobie, zaczęły się warsztaty.






Pierwsze z nich były to warsztaty kuchenne, prowadzone przez Ewelinę z bloga http://www.zabawawgotowanie.pl. Szczerze mówiąc byłam nieco zaniepokojona, bo z kuchnią mam zazwyczaj niewiele wspólnego.:) Jednak - wiadomo - w grupie siła, więc zrobiłam co mogłam, by później delektować się wynikami naszych starań, zrodzonych w przyjaznej atmosferze, przy plotkach i miłej muzyce z głośników.









Po kolejnej małej przerwie zabrałyśmy się za robienie kartek, co jest mi trochę lepiej znane niż wcześniej wymienione gotowanie. ;) Natalia ( https://mojportret.blogspot.com/), prowadząca te warsztaty, przygotowała śliczne dekoracje, tak, że przy odrobinie kreatywności powstawały małe cudeńka. ;)





Następnie przyszła kolej na zdjęcie grupowe oraz dzielenie się swoimi doświadczeniami.

Miłym akcentem, dzięki któremu na dłużej na pewno zapamiętamy te warsztaty, były przepiękne zdjęcia. .

Naszym fotografem była pani Ela Gacek http://szastprastfoto.pl Oto kilka zdjęć z tego spotkania:
















Nasze spotkanie odbyło się dzięki następującym sponsorom, którzy także obdarowali nas kilkoma drobiazgami, za co chciałabym podziękować:



Kwiaty ze smakiem
Jak zapewne już zauważyliście na zdjęciach, to cudowne miejsce, z bardzo miłą atmosferą, dzięki któremu to spotkanie nabrało jeszcze większego uroku. :)

Szast Prast Fotografia
https://www.instagram.com/szastprastfotografia/
https://www.facebook.com/szastprastfoto/?epa=SEARCH_BOX
Czyli piękne zdjęcia, które mogliście podziwiać powyżej.














Dziękuję raz jeszcze za zaproszenie.
Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy nie raz. :)



Te też są fajne: