poniedziałek, 6 listopada 2017

Potraktuj książkę ogniem, a wyjawi Ci swoje tajemnice

Jakiś czas temu, była u mnie notka o książce na temat ludzi bezdomnych, którą można było przeczytać dopiero przy niskich temperaturach, a więc trzeba było wyjść na mróz, aby jeszcze lepiej wczuć się w położenie tych ludzi.

Tym razem mam coś całkowicie odmiennego ;)

Książka Raya Bradbury’ego, jedna z najbardziej znanych - 451 stopni Fahrenheita, mówi o świecie, w którym zabronione jest czytanie książek, a każdą napotkaną wrzuca się w ogień.

I ten ogień jest tu kluczowy, otóż, odwrotnie jak w powieści, potraktowanie nowego wydania książki ogniem, pozwala na jej przeczytanie. No, może nie dosłownie wrzucając ją do kominka, wystarczy muśnięcie płomieniami z zapalniczki ;)

Efekt?




https://www.instagram.com/p/BY8U_dFAr2B/?hl=pl&taken-by=charlesnypelslab

Jak by nie patrzeć, drukarnia Charles Nypels Lab oraz projektanci graficzni z Super Terrain postarali się ;)


Źródła:
https://www.instagram.com/charlesnypelslab/?hl=pl
obrazki: google.pl

środa, 25 października 2017

nie wal głową w mur, lepiej się rozpędź i go przeskocz x

Tydzień nabiera rozpędu, a żeby się nie zatrzymać za wcześnie (bo i po co) serwuję sobie kawałki szybkiej, ekspresyjnej muzyki; polecam słuchać tylko taką, zwłaszcza w środku tygodnia; że dla nastolatków, zbyt przypudrowana, nie nadająca się na nasze podwórko? a kogo to obchodzi ;) ważne, że działa ;)




sobota, 14 października 2017

dając nadzieję innym...

Na świecie jest wiele chorób, wiele nieszczęścia. Mimo, że nie zastanawiamy się na co dzień nad nimi, a przecież zawsze może nadejść taka chwila, gdy ja lub ktoś z mojej rodziny może nagle ciężko zachorować. Rak nie wybiera, atakuje tak starszych jak i dzieci. W takiej sytuacji rodzice zawsze mają nadzieję, że ich dziecko jednak wyzdrowieje, że w końcu wróci do domu. Niestety bywa najczęściej tak, że ono nie wraca.

W takiej sytuacji znalazł się Jeremy Bar-Illan, którego syn zmarł na raka. On jednak znalazł w sobie siłę, aby pomagać tym, którzy jeszcze walczą. Poznajcie jego historię.

Jeremy był szczęśliwym ojcem trzech synów, miał dobrą pracę na Wall Street. Wszystko układało się wspaniale, dopóki nie przyszła wiadomość o chorobie syna. Zachary zachorował na raka, który zaatakował jego kości, trzeba było amputować mu obie nogi. Potrzebna była operacja płuc i leczenie, niestety nie przyniosło ono spodziewanych skutków i chłopak odszedł w wieku 17 lat.

Jeremy stwierdził, że wtedy rozpadł mu się świat. Ale wiedział, że musi się podnieść i robić wszystko by się nie załamać. Zrozumiał też, że całe życie robił to, co chcieli inni, a nie on sam. Zawsze chciał założyć zespół, ale przekonywano go, że pieniądze są ważniejsze od realizacji marzeń. Po śmierci ukochanego syna postanowił zmienić swoje życie. Zaczął grać i poznał ludzi, którzy jeżdżą od szpitala do szpitala i dają koncerty dla pacjentów.

Jeremy początkowo nie wiedział, czy znajdzie w sobie na tyle sił, by wejść do szpitala, który kojarzył mu się tylko ze zmarłym synem. Jednak kiedy zobaczył ile radości i nadziei takie występy wlewają w serca pacjentów nie mógł się powstrzymać przed kolejnymi wyjazdami. Śmierć dziecka pozostawia człowieka w poczuciu bezsilności i bezradności, a nadzieja jaką daje się innym przywraca chęć do życia.

 Uważa, że to najlepsze rozwiązanie – dzielenie się z innymi, tym co potrafi. Zamiast zamknięcia się na świat i pogrążenia w rozpaczy. Pamieć o Zacharym nie zginie, dopóki będą go pamiętać bliscy.









źródła: http://www.jestpozytywnie.pl/jeremy-bar-illan/2/
http://www.jeremybar-illan.com/video.html
https://www.youtube.com/watch?v=eMzKdGNTQVY

środa, 4 października 2017

Haruki Murakami, Na południe od granicy, na zachód od słońca - bo najcenniejsze rzeczy rodzą się z bólu


Ciężko czasem zacząć pisać o książce, znaleźć odpowiednie słowa, zwłaszcza gdy w głowie mam tylko odczucia. Uwielbiam te chwile, gdy nie istnieje nic, tylko jej historia i emocje lecące ponad kolejnymi zdaniami.

Wędrujemy wraz z Hajime towarzysząc mu nie tylko w życiu, ale przede wszystkim w poznawaniu jego uczuć. Poznajemy go jako ciekawego chłopca, który przełamuje, może nie do końca świadomie, uprzedzenia, których zostały nauczone inne dzieci i dzięki temu odkrywa dla siebie inny świat, który go zmieni. Relacje międzyludzkie zazwyczaj są niestabilne, nieprzewidywalne, dzięki czemu potrafią dostarczyć wiele i ubogacić życie ludzi przez nie związanych. Jak jednak wiemy, życie nie zawsze pomaga. Los zdaje się wystawiać na próby takie relacje, ale też postrzeganie swoich własnych odczuć i umiejętności czy chęć ich zatrzymania w swoim życiu pomimo przeciwności.
Jak to zauważa bohater:

" Zwykła zmiana otoczenia może spowodować potężne przeobrażenie w upływie czasu i emocjach".

Jak się dowiadujemy, traci on kontakt ze swoją inspirującą współmiłośniczką muzyki klasycznej oraz piosenek Cole'a i Crosby'ego - Shimamoto. Idzie w świat. Na początku niezbyt daleko, ale jak już wiemy, nawet niewielka zmiana potrafi odmienić punkt widzenia.
W pierwszym odruchu może to wydawać się dziwne, ale nie osądzajmy bohatera zbyt szybko.
Czy i nam nie zdarzyły się podobne sytuacje?

Idziemy dalej w tej wędrówce. Wiek dojrzewania nie znosi próżni i zastania. Poznajemy dziewczynę Hajime, która jest inna niż jego przyjaciółka sprzed lat, ale równie miła. Ciężko powiedzieć czy to za sprawą braku odczuwanego po utracie Shimamoto czy praw wieku dojrzewania, czy wręcz obu tych czynników, Hajime krzywdzi swoją dziewczynę i odchodzi. Nie jest złym człowiekiem, ma wyrzuty sumienia, ale jest w nim coś, co nie daje mu spokoju, jakaś pustka, którą pielęgnuje a przez którą krzywdzi bliskich sobie ludzi oraz siebie.

Poznaje w końcu swoją przyszłą żonę, notabene obciążoną emocjami z związku, który mógł dla niej skończyć się tragicznie. Można to postrzegać jako szansę dla bohatera na to, by w osobie swojej przyszłej żony mógł niejako zadośćuczynić te wszystkie zepsute dotychczas relacje. I można uznać, że tak się dzieje - daje wiele szczęścia swojej żonie, ich życie staje się niemal idealne. Dobrze im razem. Hajime odkrywa w sobie pasję do pracy w swoich barach.

I właśnie w takich chwilach przychodzi coś, co zaburza spokój czystej tafli jeziora, tworząc wiry. Tym razem obudziła się ta pustka, to "zarezerwowane miejsce" w sercu Hajime dla Shimamoto. Jej czar, tajemniczość wokół jej osoby i dawne uczucia związują ich znów ze sobą. Dla bohatera to czas wielkiego szczęścia ale i zawirowania. Czy faktycznie to uczucie stanowi wszystko co jest potrzebne do życia? To dotychczasowe, mimo, że udane, zdaje się być tylko wyreżyserowanym aktem w teatrze. Ale czy to właściwa perspektywa? A jeśli jest odwrotnie? Czy poświęcenie dotychczas zbudowanego domu dla dawnych emocji to jedyna prawdziwa i dobra droga?
Równie dobrze może okazać się, że przecierpienie i pozwolenie temu uczuciu by odeszło, stworzy punkt wyjścia dla odnowienia czy też naprawy tej dotychczasowej przestrzeni życiowej, która nie jest już ciasna i przytłaczająca, ale daje poczucie bezpieczeństwa.

I może się okazać,co do tej pory nie pozwolił sobie dostrzec bohater, że nie tylko ta inspirująca, cudowna i trochę przerysowana znajomość sprzed lat potrafi go zrozumieć i dać mu oparcie, którego potrzebuje.

Historia ta mówi o tym, że trzeba korzystać z szans, jakie daje nam los. Czasem gdy tego nie robimy, nie możemy z tego powodu do końca życia się obwiniać i podporządkować wyobrażeniom tego, co moglibyśmy zrobić jakbyśmy znów tą szansę dostali. Bo jeśli okaże się, że tak właśnie miało być, że wcale wykorzystanie jej nie byłoby dla nas dobre, to możemy przez te nasze wyobrażenia przeoczyć lub co gorsze, odrzucić to, co najistotniejsze i dla nas najlepsze, co do tej pory otrzymaliśmy od losu.

Bo ważnych jest tych kilka konkretnych zdań, bardziej, niż cała książka marzeń sennych.

niedziela, 24 września 2017

Pewnie myślisz, że to zwykłe, ślubne zdjęcie?






a teraz zobacz, jak bardzo pozory mogą mylić:


Nasza świadomość na temat przemocy domowej jest coraz większa. W dużej mierze zawdzięczamy to kampaniom społecznym, które sprzeciwiają się krzywdzeniu ofiar i pomagają poprawić ich sytuację. Jedną z nich jest przytoczona tu norweska kampania o niezwykle mocnym przekazie.


To, co szokuje nas najbardziej to fakt, że większość przypadków przemocy domowej nigdy nie zostaje zgłoszona, a sprawcy pozostają bezkarni. Dlatego zachęcamy Cię, byś zawsze reagował, gdy widzisz, że ktoś w Twoim otoczeniu jest ofiarą przemocy, zarówno fizycznej jak i psychicznej. 

Statystyki są przerażające: każdego roku aż 3 miliony dzieci przyznaje, że w ich rodzinach dochodzi do przemocy. Na własnej skórze doświadcza jej co 4 kobieta na świecie! Wiele z nich cierpi w milczeniu…

O pomoc możesz zwrócić się do Niebieskiej Linii – to Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Pracują w nim pełne empatii, troskliwe osoby, które udzielą wsparcia każdemu, kto o nie poprosi. 

W naszym mieście działa Stowarzyszenie Na Rzecz Osób Dotkniętych Przemocą w Rodzinie "Tarcza". - http://stowarzyszenie-tarcza.pl/


Powiedz STOP przemocy! Nie pozwól sobie na stanie z boku.


źródła: - http://www.polubione.pl/lol/51242/myslisz-ze-to-zwyczajne-slubne-zdjecie-spojrz-co-dzieje-sie-za-plecami-tej-kobiety-bedziesz-w-szoku.html
- https://www.reddit.com/

poniedziałek, 18 września 2017

Zwyczaje i postawy - czyli jak się zachować w innych krajach

Pewne postawy nieraz przekraczają coś, co można wyjaśnić lub czego można zakazać tabliczką na ścianie. W wielu, zwłaszcza nietypowych czy też typowych tylko w jednym miejscu sytuacjach można ci wybaczyć uczucie irytacji, jeśli nie urazy. Ale możesz winić tylko siebie. Wszystkie te sytuacje są rezultatem całkowicie zrozumiałych różnic kulturowych. Jako gość w innym kraju to ty musisz zrozumieć...

1. Kolejki

W Wielkiej Brytanii, Australii Nowej Zelandii, Szwecji i innych krajach nordyckich, gdzie wpychanie się bez czekania na swoją kolej jest całkowicie nie akceptowane, ten sprzeciw ma niemal wymiar moralny. Nie ważne jak dyskretnie starasz się przecisnąć, ludzie za tobą zauważą to i zaczną okazywać swoje niezadowolenie.
W krajach takich jak Hiszpania i Izrael istnieje bardziej nieoficjalny system. Ludzie nie ustawiają się w kolejce, ale dokładnie wiedzą, kto jest następny, niczym Brytyjczycy przy barze w pubie.
Ale w miejscach tak różnych jak Włochy, Środkowy Wschód czy Korea Południowa stanie w kolejce po prostu się nie zdarza. Ludzie tłoczą się i sami serwują sobie dania, jakie chcą, co w rezultacie powoduje, że każdy jest szybciej obsłużony.


.. i na co komu kolejki?

W komunistycznej Rosji masy musiały czekać w kolejkach po wszystko i nienawidziły tego. Szczególnie, że wszyscy ważni omijali kolejkę, wiedząc, że nikt ich nie zatrzyma. Teraz wszystko jest dla wszystkich. Niektórzy Rosjanie, którym wydaje się, że są ważni, będą próbowali ominąć kolejkę, ale jest bardzo prawdopodobne że ktoś ich powstrzyma i czasem zawstydzi, odsyłając na miejsce. Jako gość powinieneś stanąć w kolejce, chyba że jesteś w towarzystwie oligarchy z dwoma ochroniarzami. 


.. żeby chociaż sąsiada spotkać to by człowiek pogadał...

2. Zachowanie twarzy

Zachowanie twarzy jest ważne na całym Środkowym i Dalekim Wschodzie. Szukanie zwady, obrażanie ludzi, wskazywanie na czyjeś błędy czy powodowanie czyjegoś zażenowania w jakikolwiek sposób spowoduje utratę twarzy – twojej i drugiej strony. Inaczej mówiąc na Wschodzie nigdy nie powinieneś robić nic, co sprawi, że ty lub ktokolwiek inny poczuje się głupio.


biznes jest jednak tkany delikatnymi nićmi

3. Taarof

W Iranie taarof jest okazaniem niezwykłej grzeczności, która towarzyszy prawie wszystkim kontaktom z innymi w codziennym życiu. Po spotkaniu biznesowym taarof może objawiać się w ten sposób, że twój partner nalega, żebyś nie wracał do swego hotelu, lecz razem z nim udał się na kolację do domu. Ciesz się okazanym ci szacunkiem, ale nie bierz tego poważnie. „Choć ze mną do domu na kolację” jest irańskim odpowiednikiem „chodźmy na lunch” - i tylko jeśli twój nowy partner wciąż nalega po kilkunastu odmowach, być może zaproszenie jest poważne.


Nie daj się zwieść ;)

4. Bakszysz

Od Afryki Północnej i świata arabskiego po Pakistan i Indie bakszysz jest sposobem życia (pochodzi od perskiego słowa oznaczającego „podarunek”). Zasadniczo są trzy jego rodzaje. Najszlachetniejszym jest danie jałmużny biedakowi, czyn, który czyni dającego bardziej świętym. Drugi rodzaj bakszyszu to odmiana „napiwku”, rodzaj podziękowania za usługi (nawet jeśli ich wcale nie chciałeś). Trzeci rodzaj to ten, który dla przybyszów jest najtrudniejszy do przełknięcia: bakszysz za usługi zamawiane z wyprzedzeniem, co komuś mogłoby się kojarzyć z łapówką.


.. to my spróbujemy coś wytargować...

5. Starsi

W większości społeczeństw, poza Europą, starszych ludzi wysoko się ceni i traktuje z szacunkiem. W krajach arabskich zwyczajowo przepuszcza się w kolejce osoby starsze. W Chinach, wchodząc do prywatnego domu, zawsze najpierw pozdrawia się seniorów, przy stole także najlepsze dania czy kąski serwuje się do miski osób starszych. Na całym Wschodzie, gdy starsza osoba wchodzi czy wychodzi z pokoju podczas towarzyskiego spotkania, wszyscy zebrani wstają.
W Indiach uznałoby się za niegrzeczne nazywanie kogoś starszego od siebie po imieniu, zamiast tego używa się „ciocia” lub „wujek”. Podobnie na Filipinach, każdy starszy od ciebie powinien być nazywany Mamang czy Ate, jeśli to kobieta, lub Manong czy Kuya, jeśli mężczyzna z następującym po tym imieniem. Na afrykańskiej prowincji starsi to najbardziej szanowani ludzie w wiosce, tworzący radę doradczą szefa.
W Japonii nie tylko szanuje się starszych ludzi na co dzień, ale jest także narodowe święto, by ich uczcić i świętować długie życie, Keiro no Hi (jest to trzeci poniedziałek września czyli właśnie dziś).


Keiro no hi
6. Żebracy

W Indiach wszechobecna bieda może być szokująca dla przyjezdnych. Żebrakom trudno odmówić, szczególnie małym dzieciom czy ludziom pozbawionym kończyn. Ale pamiętaj, że jeśli ofiarujesz pieniądze, szybko zbierze się tłum i zostaniesz zalany agresywnymi żądaniami podobnego datku. Dla ludzi Zachodu może to być trudne do zaakceptowania, ale dla Hindusów to karma ustala twoją społeczną pozycję.
Na Filipinach odmiennie, każdy zasługuje na głęboki szacunek. Rzeczywiście, im wyższą zajmujesz pozycję, tym bardziej oczekuje się od ciebie zrozumienia i dobroczynności. Jeśli odmówisz żebrakowi, powinieneś to zrobić mówiąc: Patawarin po (Wybacz mi, panie). Ignorowanie czy niegrzeczne odepchnięcie takiej osoby oznaczałoby utratę twarzy.


.. i jak tu odmówić?
7. Szczęśliwe i nieszczęśliwe numery

W Japonii traktuje się serio nieszczęśliwe numery: 4 (wymawia się jak shi) brzmi jak słowo oznaczające śmierć, a wymowa liczby 9 (ku) to to samo, co „agonia”, więc wiele hoteli nie ma pokoi z numerami 4 i 9, a także pechowej 13, a All Nippon Airways nie ma na pokładach swoich samolotów miejsc z tymi numerami. Szczęśliwe numery to 3, 7 i szczególnie 8. To z powodu kształtu znaku kanji oznaczającego 8: dwa pociągnięcia są szersze u dołu, sugerujące lepszą przyszłość.
Podobne przesądy dominują w Chinach, gdzie mandaryńskie słowo oznaczające cyfrę 4 (si) brzmi tak samo jak to oznaczające śmierć. Chińska panna młoda nie wzięłaby ślubu w dniu z 4 w dacie, tak jak nie powinno się dać jej (czy komukolwiek innemu) czterech podarunków. Szczęśliwe chińskie numery to 8 (ba), ponieważ brzmi jak fa, które oznacza powodzenie i obfitość, oraz 6, ponieważ rymuje się ze słowem oznaczającym „gładki”.


winda w Szanghaju ;)
8. Wiatr i woda

W Tajlandii czy południowych Chinach uważaj na to, czego dotykasz lub przesuwasz w swoim pokoju. Wiele przedmiotów zostało usytuowanych zgodnie ze wskazówkami feng shui (feng to chińskie słowo oznaczające „wiatr”, shui oznacza „wodę”). Uważne umiejscowienie lustra (które odzwierciedla złe duchy) i misek z wodą (które przyciągają dobre duchy) ma na celu zachowanie harmonii w domu i w biurze.


nie dość że pożyteczne to jeszcze efektowne
 
9. Przesądy

Stłuczenie lustra, rozsypanie soli i zobaczenie czarnego kota to złe znaki w prawie każdej kulturze. W Rosji nie powinno się ściskać dłoni na powitanie przez próg, zapalać papierosa od świecy, gwizdać w domu czy wracać po coś zapomnianego. 

Moneta wrzucona do fontanny zapewnia spełnienie życzenia, ale zabranie jej stamtąd przynosi pecha. W Argentynie znalezienie monety na ulicy oznacza, że wkrótce będziesz miał więcej pieniędzy. W Brazylii wierzą, że zostanie się bogatym, jeśli do filiżanki najpierw wsypie się cukier a potem zaleje go kawą, za to jeśli w Turcji swędzi cię prawa ręka, dostaniesz nieoczekiwane pieniądze. W Japonii, jeśli włożysz kawałek skóry węża do portfela, staniesz się bogaty, lecz jeśli zabijesz węża, stracisz pieniądze. 

Przesądy dotyczące znalezienia partnera są również powszechne na całym świecie. W Meksyku i większej części Ameryki Łacińskiej wierzy się, że jeśli ktoś przypadkowo omiecie but niezamężnej kobiety, ona nigdy nie wyjdzie za mąż.
„Trzy razy druhna – nigdy panna młoda” to powszechne europejskie powiedzenie; na Tajwanie bycie druhną nawet tylko dwa razy przynosi pecha, a w Tajlandii mówią, że jeśli śpiewasz w kuchni, będziesz mieć bardzo starego małżonka.
W Korei mówi się, że jeśli śpiewasz nocą, pojawiają się przed tobą węże (czy to przestraszyłoby naszych sąsiadów, puszczających głośną muzykę?). W Kirgistanie mówi się, że jeśli panna siedzi w kącie, nie wyjdzie za mąż.


pamiętaj żeby nie wyjmować


A jakie Wy znacie przesądy?
;)



źródła: Na podstawie książki: Jak uniknąć gaf w obcych krajach - Mark McCrum
- http://nakarmionastarecka.pl/najlepsze-dania-kuchni-korei-poludniowej/
- https://latajacperskimdywanem.wordpress.com/2014/02/19/magiczne-i-klopotliwe-slowo-tarof/
- http://www.annsheybani.com/wp-content/uploads/2013/02/
- http://businesstraveller.pl/przewodnik/jak-przetrwac-w/azjatycki-bon-ton-jak-sie-tam-zachowac 
- http://www.globtroter.pl/zdjecia/75135,egipt,giza,piramidy,znowu,ten,bakszysz.html 
- https://www.dvidshub.net/image/2881704/kadena-recognizes-keiro-no-hi 
- https://www.blogerzyzeswiata.pl/2017/03/17/panglao-balicasag-czyli-szukalismy-zolwi/ 
- http://polimaty.pl/2015/02/pechowe-liczby/ 
- https://pl.pinterest.com/valeriust/feng-shui/ 
- https://motywacja-blog.pl/odlamki-szkla/ 
-http://www.zycie.senior.pl/147,0,W-filizance-kawy-dookola-swiata-Smaki-Ameryki-Poludniowej,26966.html 
- http://www.se.pl/wiadomosci/swiat/trafi-do-wiezienia-bo-wziela-monety-z-fontanny_360680.html

niedziela, 20 sierpnia 2017

Czy wegetarianinem zostaje się, by kogoś chronić? Han Kang "Wegetarianka"


Na końcu książki, w opisie można znaleźć kilka pytań, jakie autorka stawia czytelnikowi. Chciałabym dopisać tu własne pytania i przemyślenia, które narodziły się podczas czytania.
Może tak być, że tymi zapiskami odsłaniam za dużo z fabuły, więc wolę od razu przed tym przestrzec.

Czy wegetarianinem zostaje się dlatego, by kogoś ochronić?

Wydawać się może, że wegetarianin nie je mięsa ze względu na szacunek i opiekuńczość wobec zwierząt.
A jeśli bywa wręcz odwrotnie?

Wegetarianizm to delikatna i krucha rzecz. Gdy postąpić z nią brutalnie, zamieni człowieka z powrotem w  potwora, od którego chciał uciec.

Czy bardziej niebezpieczne, z punktu widzenia tradycyjnego podejścia do życia jest szaleństwo jawne, uwidaczniające się i tępione, czy może to schowane w głowie, ciche, nie wychylające się, czekające na swój moment, na pozwolenie do skoku?

Czy granice stawiane sztuce i sposobom jej wyrażania są również formą zniewolenia oraz zahamowania naturalnych potrzeb  i instynktów.?

Artysta sam na siebie narzuca skrajne emocje, "nienaturalnie" wyciąga je na wierzch, żeby coś z nim zrobiły. Jak szaman wyciąga choroby z ludzi. Inni żyją w swoich stonowanych uczuciach i jest im z tym dobrze. Artysta też tak próbuje. Ale to wyciąganie staje się kiedyś uzależniające, bo jest mocniejsze i wyraźniejsze niż codziennie, mimo, że dobre, stonowane emocje. 

Utożsamiam się z milczeniem bohaterki i w jakiejś części z nią samą. Choć wolałabym się utożsamiać z kimś innym. Z kimś zupełnie innym.

Soki, wylewające się soki jako obraz młodości, płodności i radości wytryskającej z wewnątrz.
A jednocześnie drzewo, roślina jako cecha charakteru - określenie człowieka.

Jeszcze nie wszystkie delikatności i labirynty ludzkiego umysłu zostały zamknięte w szpitalach psychiatrycznych pod surowymi nazwami chorób.
Dlatego dopasowuje się świat do już istniejących.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Czy zło rzeczywiście kamufluje się pod pozorami wiosny? Mons Kallentoft "Zło budzi się wiosną"





Na początku czytasz i myślisz sobie – co to za książka? Ma się ochotę po prostu ją zamknąć i wziąć jakąś inną, gdzie akcja posuwa się w zwykłym rytmie. Ale ta książka jakby hipnotyzuje. Z każdym przeczytanym zdaniem chcesz ją odłożyć, ale czytasz kolejne zdanie i kolejne. Nie zdajesz sobie sprawy po pewnym czasie, jak uciekają kolejne strony.
Chcesz zaryzykować? Bo wydaje mi się, że warto.

Czy zło rzeczywiście kamufluje się pod pozorami wiosny?
„(...) to, co wzięliśmy za wiosenne piękno w rzeczywistości jest nowym rodzajem zła ukrywającym się pod licznymi warstwami osobliwych barw i woni.”

Metafizyczne i metaforyczne odniesienia dodają tu różnorodności i rzucają inne spojrzenie na akcję. Jakby w książkach zawsze były dwa spojrzenia - bohatera głównego i opozycyjne - reszty bohaterów. A tu pojawia się trzecie w postaci duchów dzieci, które zmieniają czytelnikowi punkt widzenia. I to tak, jakby to było naturalne i pojawiało się zawsze, tylko, że nie każdy może to dostrzec. Jeśli tak, wygląda na to, że powinniśmy więcej patrzeć i odczuwać. A to już dobra nauka płynąca z książki.

„Teraz naszym domem są tylko emocje.”

Relacja Malin z córką i Malin ze swoją matką każą się zastanowić, czy naprawdę przejmujemy pewne schematy czy one się pojawiają i tak, bez względu na to, czy tego chcemy, czy będziemy
z nimi walczyć. A nawet jeśli nie walczyć to one i tak wkradną się i nami zawładną.

„(...) trzeba umieć sobie radzić ze swoim człowieczeństwem.”

„(...) choćby nie wiem jak chciało się pomóc drugiemu człowiekowi, to i tak trzeba się samemu uporać ze swoimi demonami.”

Im dalej w książkę, tym bardziej mamy nieodparte i coraz mocniejsze wrażenie, że chodzi tu tak naprawdę o walkę dobra ze złem i ich dominację nad światem oraz, że tak naprawdę to wszystko się do tych obu rzeczy sprowadza.

Oprócz kryminału jest to także historia matki, która próbuje walczyć o to, by znów nie stracić córki, choć nie przeczuwa, że być może i tak ją ciągle traci.
Jest to także historia kobiety, która walczy o swoją trzeźwość, bo tylko dzięki niej może nauczyć się żyć i odbudować to, na czym jej najbardziej zależy. Jest to jakby przepustką, warunkiem, którego nie może za żadne skarby złamać, bo drugiej szansy już raczej nie dostanie. Ani od innych ani, tym bardziej, od siebie.

Mniej więcej w połowie książki, mimo że ona i tak się nie nudzi, następuje zwrot w postaci nabierania prędkości. Akcja coraz bardziej się komplikuje, jednocześnie rozwiązując. To jest chyba najlepszy moment w tak dobrych książkach, gdy jesteś w samym środku wydarzeń, wiele się dzieje, teorie masowo przechodzą przez głowę i wiesz, że zostało ci jeszcze dość książki, żeby się tym stanem nasycić. Zwroty akcji wydają się tu nie być potrzebne do urozmaicenia historii ale i tak się zdarzają.

Gdy już sprawa zdaje się szybko zbliżać do końca, wszystko nagle spowalnia. Z jednej strony dowiadujemy się dość wielu nowych informacji, ale trudno nam je jeszcze ze sobą połączyć. Ten nowy, przeciągły styl wybija nas z rytmu i może irytuje, ale właśnie dzięki temu poznajemy emocje śledczych, którzy przeczuwają, że zaraz natrafią na tę konkretną, ostateczną informację, która zepnie wszystko w całość. Na razie jednak trzeba sprawdzić wszystkie poszlaki, bo ludzie są tak nieprzewidywalni, że ciężko stwierdzić i nawet nie wolno nam z góry stwierdzić, że coś jest mniej lub bardziej ważne.
Innymi słowy, książka potrzyma nas trochę w napięciu, jednak nie przesadnie, dawkując informacje, ale i odsłaniając je po trochu.

Jest to również historia, którą odkryjemy z biegiem książki, o innych relacjach rodzinnych, mrocznych, zimnych, które zdają się być raczej tresurą niż życiem rodzinnym. Przywołują na myśl okrutne hitlerowskie sposoby na to, by nauczyć swoich żołnierzy czy dowódców obozów wyprucia z emocji. Tutaj tym gorsze, że połączone z egoizmem, poszukiwaniem własnego zadowolenia. „Zwykłe” zaniedbanie, pracoholizm, nałogi, nie wydają się już być przy tym takie złe, okropne. Ale czy faktycznie, mimo wszystko nie są?
Czy naprawdę można oczekiwać że takimi sposobami osiągnie się sukces? Wytresuje ludzi – maszyny, idealnych biznesmenów? A może to ciągle dzieje się wokół nas, tylko ciężko nam to dostrzec?
A gdy tak tresowani ludzie stają się silni i słabi jednocześnie? I wszędzie, nawet tam, gdzie nie ma powodu, dostrzegają ją, i przesadnie, obsesyjnie wstydzą się tej słabości. To czy jest to jakaś, swego rodzaju, sprawiedliwość od losu?
Swoją odwagę pokażesz nie wtedy, gdy kogoś zabijesz, ale wtedy, gdy będziesz umiał darować komuś życie jak to mówił Gandalf w Hobbicie. Zatem jakim trzeba być człowiekiem, jak rozbitym, pustym i okrutnym, żeby w takim wypadku za słabość uznać to, że nie jesteś w stanie zabić.

Ludzie nigdy jeszcze nie byli tu tak podobni do zwierząt gdy okazuje się, że zabiją cudze, by ochronić swoje. Nie ma już wtedy społeczności. Na nic wysiłki by zbudować idealny świat, wielką wspólnotę. Zawsze swoje będzie ważniejsze niż cudze.

Jak się również okazuje, dwa przeciwstawne światy mogą mieć ze sobą więcej wspólnego niż można na początku przypuszczać. Mogą się one różnić statusem materialnym, warunkami mieszkaniowymi, ale ostatecznie czy miłość matki nie jest w każdych warunkach tak samo silna, co bezradna?
Można uciekać w nałóg przez swoją własną matkę oraz ostatecznie można go przerwać dla własnych dzieci lub próbować je chronić przed jego skutkami a tym samym przed własnym unicestwieniem.

Autor każe nam również zadać sobie pytanie, czy można oddać swoje dziecko i tak po prostu z tym żyć? Z tych historii wynika, że życie budowane na kłamstwie, mimo że wszyscy udają, że jest idealne, staje się garści popiołu nie warte, a do tego zaczyna ciążyć, miażdżyć, zatruwać i szczuć jak wygłodniały potwór z koszmarów.

Czy ogromne i zarazem okropne przeżycie, nawet wśród ludzi obeznanych na co dzień z ciemniejszą stroną naszych ulic może doprowadzić wraz z umysłem na głodzie do wizji, rzeczy, które nie istnieją, nie zdarzają się. Czy to te zdarzenia je wywołują, czy tylko budzą do życia dawne, uśpione predyspozycje człowieka?

Gdy umiera zło, gdy tak fizycznie umiera zło razem z człowiekiem, czy oznacza to, że pozostanie tylko to, co dobre?
Nie oznacza.


Czwarta odsłona ośmioczęściowej serii powinna się spodobać nie tylko miłośnikom kryminałów, zawiłych spraw policyjnych, zaskakujących zakończeń, ale również społecznikom, którzy lubią rozpatrywać na różne sposoby problemy społeczne oraz tym z czytelników, którzy lubią wnikać w głowę bohaterów, szukać w psychice przyczyn ich zachowań.
Ma w sobie wiele różnorodności, dlatego jest taka pociągająca.

Na pewno warto zajrzeć.

sobota, 8 lipca 2017

Ukryte piękno - jak daleko trzeba go szukać?









Czy potrafimy dostrzegać piękno wokół siebie? Zapewne tak, na tym polega, zdaje się, obecny sposób patrzenia na świat - dostrzeganie tylko pięknych rzeczy. Dla każdego co innego jest pięknem, to też fakt.
Ale czy potrafimy dostrzec je, gdy wszystko się wali; gdy ciepły, przyjazny świat nas nie chroni, a tylko stoimy pośrodku, jakby nadzy, z odkrytymi ranami, których nic nie jest w stanie zasklepić?
Gdy nie dotyczy nas już ciepło miłości, czas nie jest najlepszym lekarstwem jak się okazuje a śmierć można już tylko powyzywać w gniewie?

Czy o tym jest ten film?
O tym. I zupełnie o czymś innym.

Jeśli nawet nie pociągnie kogoś temat, to można go obejrzeć choćby dla gry aktorskiej. Jeśli ktoś lubi Nortona, Smitha czy kogokolwiek z obsady, raczej się nie rozczaruje. Dla niektórych to będzie jedyny powód, aby go obejrzeć, bo zbyt łzawy czy zbyt jeszcze jakiś inny, ale i wtedy, zdaje mi się, że warto.

[Na marginesie, na pewnej stronie z filmami ktoś dodał komentarz: dlaczego wszyscy kochają Nortona?" ;) Zapadło mi to w pamięć i rozbawiło na początku, ale coś w tym jest. Pamiętacie zapewne jak przy "Malowanym welonie" zazwyczaj "obwinia się" postać Kitty, a przecież bohater grany przez Nortona też miał trochę za uszami]. W tym filmie w zasadzie również mu współczujemy, bo traci kontakt z córką, a przecież to jego romans doprowadził do rozwodu i całej  tej sytuacji. Cały Edward ;) ].

Z kolei Smitha nie za często oglądałam w filmach jakoś się nie zdarzyło, więc ciężko mi powiedzieć coś więcej; ale tu przypadła mu ciężka rola, którą łatwo zepsuć i tym samym znudzić widzów. Tak się nie stało. Mimo że niektóre sceny Howarda i Madeleine wydają się dłużyć. Zapewne to celowy zabieg, by z kolei sceny z jego przyjaciółmi były bardziej dynamiczne, dodając całemu spiskowi rozpędu (co z drugiej strony nie dziwi bo opowiada jednocześnie trzy różne historie, więc siłą rzeczy dzieje się więcej). Dodatkowo sceny z samym Howardem mają inny klimat, wszystko zwalnia, niejako by pokazać to jego odcięcie się i to jak człowiek inaczej postrzega świat, gdy wypadnie z rytmu poprzez jakieś zdarzenie losowe, które niesie za sobą negatywne emocje.
Jest to też zwrócenie uwagi na sytuację, która przydarza się wielu ludziom, a która jest jedną z najgorszych rzeczy jaka przydarzyć się może a którą jest utrata dziecka, zwłaszcza po chorobie. Głównie z tego powodu odbieram ten film bardzo osobiście.

Historia czy raczej historie są warte poznania, chociażby dla końcowego zaskoczenia (które może i jest w pewnym momencie przewidywalne, zwłaszcza gdy obejrzało się już trochę filmów, ale efekt i tak jest fajny ;) ).

Film, zwłaszcza przy wszystkich innych wokół, nie przyciąga czymś spektakularnym, to fakt. Tylko, że to w tym wypadku atut.
Trzeba się czasem, tak po prostu, jak to w życiu, zatrzymać, zaciekawić, pomyśleć. W końcu musi być w nim także jakiś ukryty sens.

Wtedy ani miłość, ani czas, ani śmierć nie będą nam straszne.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Gra tajemnic - wystarczająco dobre kino?






Dobrze, może Benedict jest teraz na fali.
I tak, film nie był szczytem możliwości.
Ale i tak myślę, że warto obejrzeć, warto przebrnąć przez początek, by w końcu zobaczyć historię człowieka, który musiał walczyć i płacić za swoją odmienną orientację. Oraz nastawienie władz, które bez skrupułów wyniszczają swoich geniuszy, zwłaszcza gdy ktoś ważny ma ku temu swoje powody. 
Warto zobaczyć interpretację tej postaci wg Benedicta; jego bohater i uczucie, które go napędza a które zżera go od środka jest tutaj ciekawym aspektem.
Może przemyca trochę Sherlocka do filmu, a może geniusze po prostu tak mają jeśli chodzi o relacje z ludźmi. 
Zadziwia gra aktorska Keiry Knightley, która zagrała tu bardzo dobrze. Oczywiście, że inna aktorka też nie gorzej dałaby radę, ale teraz to już nie ma znaczenia. Relacja jej oraz głównego bohatera jest nie mniej ciekawa, choć może za mało zarysowana. Współpracownicy też się spisują; jak to się mówi- gwiazda w roli głównej i nie przyćmiewa i nie musi ciągnąć całego filmu. Postaci są wyraziste, różnorodne i wystarczająco uwydatnione. 
Ach, tak, co niektórzy obrażają się na film, bo duma narodowa każe się obrazić. W końcu to film o Enigmie a o Polakach są tylko wzmianki. Ale po co? Ani to film historyczny, ani dokument. 
A lepiej się go ogląda jako po prostu film, pewna też fikcja, jest wtedy znacznie przyjemniej i bez zbędnej złości. Poza tym jak dla mnie to raczej tło, nie tylko Enigma ale i wojna w ogóle. Są to rzeczy, które wbrew pozorom tylko zarysowują rzeczywistość. Naprawdę chodzi tu o geniusza, jego relację z Joan i pracę oraz lojalność współpracowników. I oczywiście zakazane uczucie za które przyjdzie zapłacić. 
Mimo wszystko, dla niektórych to i tak ważna kwestia [duma narodowa]. A zatem, drodzy, nie obrażajmy się, tylko stwórzmy coś własnego. Zaprośmy swoich Benedictów czy innych Marków Strongów i stwórzmy własną historię na podstawie historii.

Ale nie obrażajmy się, o nie, bo po drodze możemy zgubić szansę na naprawdę ciekawy seans.


sobota, 3 czerwca 2017

druga tożsamość

Czy da się być kimś innym, zmienić całkowicie swoją tożsamość?

kiedyś na kryminologii wykładowca mówił nam, że podobno nawet jeśli wyuczy się człowieka, takiego powiedzmy tajnego agenta aby był ciągle kimś innym, to i tak to,co go może zdradzić, to przyzwyczajenia. Bo powtarza się je co dzień, zapisują się głęboko w świadomość, trudno je wymazać, bo niektóre rzeczy robimy nieświadomie, jak odruchy bezwarunkowe.
Schematy też mogą przeszkodzić, tak myślę. Człowiek codziennie podświadomie działa schematami; jeśli braknie jednego elementu, który zawsze jest wykonywany to w efekcie wychodzimy z domu bez kluczy lub w papciach.
Po jednej codziennie wykonywanej czynności przychodzi następna którą zawsze wykonujemy po tej pierwszej; gdy jednak po pierwszej czynności wykonamy trzecią, to zazwyczaj wydaje się nam że ta druga jest już zrobiona

Więc jak to jest, gdyby tak ktoś miał już dość siebie, swojego życia i postanowił zmienić się całkowicie, czy tylko osoby z konkretnym charakterem lub predyspozycjami są do tego zdolne? A może każdego można zmienić mimo wszystko, pomimo tych naszych nawyków?

niedziela, 7 maja 2017

15 niekoniecznie fikcyjnych miejsc, w których mógłbym coś zjeść lub napić się


Jeśli moich 15 fikcyjnych miejsc to za mało, zapraszam do kolejnych. Tym razem gościnnie na moim blogu Kamil zabiera Was do swoich światów ;)


1. Pierwsze miejsce, do którego zapraszam, to zamek Horeszków. Uczta szlachty zaściankowej na koszt sędziego Soplicy była, ponoć tak udana, że zaproszono nawet służby porządkowe.

"Nakładają sto ognisk, warzą, skwarzą, pieką,
Gną się stoły pod mięsem, trunek płynie rzeką;
Chce szlachta noc tę przepić, przejeść i prześpiewać.
Lecz powoli zaczęli drzemać i poziewać;
Oko gaśnie za okiem, i cała gromada
Kiwa głowami, każdy, gdzie siedział, tam pada:
Ten z misą, ten nad kuflem, ten przy wołu ćwierci.
Tak zwycięzców zwyciężył w końcu sen, brat śmierci."



2. Wesele pana Stanisława Włodka, znanego bardziej jako Niespotykanie Spokojny Człowiek. Pan Stanisław to prosty chłop ze wsi, stanowczy, twardy, z charyzmą i pomysłowością Jokera. Jedynie do ryb ma zbyt miękkie serce. Na weselu jego syna nie mogło zabraknąć gości, więc ich zdobył i "po niewoli" obiecał, że nikt głodny, ani trzeźwy nie wyjdzie.


3. Najlepsze uczty, to te, które już znamy. Dlatego tradycyjnie, co roku Kevin McCallister przyrządza dla swoich gości makaron z nożem i widelcem. Potrawa prosta i szybka w przyrządzeniu, lecz dojrzewa i nabiera smaku czekając na gości. Któż nie skusiłby się na jedną małą kluskę po trudach przedarcia się przez śmiercionośne, świąteczne pułapki?




4. Mówi się, że dobra uczta i dobre wesele nie obędzie się bez kilku toastów. A czym je wznosić, gdy braknie alkoholu? Oczywiście wodą i tylko w Kanie Galilejskiej. Słynne wesele, na którym państwo młodzi gościli przyszłego Zbawiciela, to doskonały przykład zaradności gospodarza i świetnych relacji społecznych. Już w czasach biblijnych przepych był iście staropolski. Nikt nikomu nie żałował wina. A gdy go brakło gospodarz poruszał niebo i ziemię. I rzeczywiście, tam dosłownie się to udało.




5. Bufet w Odessie. Czasy "Nowej Ekonomicznej Polityki" to moment rozkwitu u naszych wschodnich braci. Sojuz otworzył rynek na inne kraje. Ludzie prawie nie głodowali, a poza mafią przestępczość nie istniała, gdyż praktycznie każdy obywatel należał do milicji.

W Bufecie mogłeś zjeść pyszny dwudaniowy posiłek: zupa (np. pomidorowa), a na drugie pulpet z ryżem albo kotlet z kartoflami. Jedyna zasada - klientom nie wolno się zamieniać.


6. Bardziej statecznym ludziom polecam restaurację w Punxsutawney. Jeśli nie przepadasz za nieznanymi Ci potrawami, a chcesz zamówić całe menu to miejsce będzie idealne. Każdego dnia to samo na stole. Wszystko świeże, zawsze ciepłe i zawsze tak samo smakujące - jak w dowolnej sieci fast food. Gdy poczujesz sytość urocza kelnerka przyniesie Ci kawę zaparzoną w... czajniku elektrycznym.

 

7. Biuro "Stratton Oakmont Inc.". Firma brokerska zapewnia swoim agentom relaks w godzinach pracy. Możesz jeść, wypić najdroższego szampana, ogolić łeb asystentce, rzucić karłem do celu. Gdy już nasycimy własną próżność otrzymamy iście królewski deser od "EJ Entertainment", a rano zastrzyk z penicyliny.

 

8. "Cytadela" Nieśmiertelnego Joe zapewnia różnorodność drinków w ramach zapomogi dla najbiedniejszych warstw społecznych. Jest woda: na mokro, na sucho, z nieba, z ziemi i z wczoraj. Oczywiście - jak to w wysokorozwiniętym społeczeństwie bywa - przywódca odpowiednio motywuje i poucza lud, aby wiedział, jak przetrwać w tych ciężkich czasach. Nie pij dziś, jeśli możesz wypić jutro!

 

 

9. Kantyna w Bazie Gwiezdnych Wrót to nie tyle różnorodne menu, co miejsce spotkań wszelkich istot poznanych już galaktyk. Posiłek możesz zjeść zarówno z drugim człowiekiem, jak też z kosmitą, z naukowcem, paranoikiem lub samym sobą - ze świata równoległego. A jeść trzeba, bo dowolny posiłek w SGC może być Twoim ostatnim.

 





10. Dom lorda Czarna Żmija, to miejsce genetycznie doskonałe. Od wieków spotykają się w nim rody skrupulatnie dbające o pełnokrwistą czystość, ze szczególną dokładnością zapewniając potomków w jednym wieku. Jedz, pij, opowiadaj niestworzone rzeczy i pilnuj zawartości frank... yyy... funtów w portfelu.

 

 

11. "Kawiarnia Lou" w Hill Valley. Ulubione miejsce spotkań okolicznej młodzieży. Lou nie pyta, Lou rozumie. Każdy klient mile widziany - nie ważne czy jesteś ofiarą losu czy masz metalową płytkę w głowie. Kawiarnia niecierpliwie czeka na swoich klientów nawet, jeśli randkę odkładasz kolejną dekadę.

 

 

12. Restauracja w Morskich Zdrojach charakteryzuje się brakiem dachu. Tam nie ma kelnerów i kucharzy. Właściciel zapewnia jedynie nastrój i czystość. Jedyna zasada - jesz to, co wszyscy. Ostrożnie! Jeśli zwlekasz z odwiedzeniem lokacji zalecam zabrać kask, aby Twój posiłek przypadkiem nie nabił Ci guza.

 

 

13. W restauracji Merowinga masz szansę na wyjątkowy deser. Jeśli jesteś ponętną kobietą i wpadłaś w oko samemu właścicielowi lokalu szybko wzbogacisz swoje doświadczenie seksualne o kilka kęsów Brownie. Zalecam rezerwować stolik blisko łazienki.

 

 

14. Królowy Most. Osada, którą ciężko znaleźć na mapie, jest doskonałym miejscem na nowy start w życiu. Jesteś świadkiem koronnym? Jeździsz przepisowo? A może wszyscy mają bekę z Twojego nazwiska? Daj się ponieść przeznaczeniu! Jedź na Podlasie, a może będziesz miał szczęście trafić do aresztu, gdzie do syta nakarmi Cię córka komendanta. Zupełnie bezinteresownie.

 

 

15. Terminal w Nowym Jorku każdego dnia obsługuje tysiące, a nawet setki pasażerów. Loty w dowolnym zakątek świata, wszędzie i nigdzie. Życie nie znosi próżni - jeśli utknąłeś w trakcie odprawy paszportowej nie wyżyjesz ze "socjalu". Obudź w sobie słowiańską kreatywność: stwórz przypadkiem stanowisko pracy, w końcu znajdź lepszą pracę i uratuj kozła przed śmiercią. Karma wraca - dzięki wdzięczności pracowitych imigrantów zjesz cudowną kolację z piękną nieznajomą.

 


 Kamil Pałęga

niedziela, 30 kwietnia 2017

15 fikcyjnych miejsc, w których bym coś zjadła lub napiła się kawy

Ostatnio było o realnych muzeach, a teraz czas na fikcję x) kto z nas nie chciałby mieć możliwości odwiedzenia ulubionych miejsc z filmów i książek?
Przedstawiam Wam swoich 15 miejsc, zapewne nie jedynych, które chętnie bym odwiedziła, gdybym tylko mogła przejść na drugą stronę lustra ;)
  

1. Pod Rozbrykanym Kucykiem (Władca Pierścieni)

rozgrywała się tu niejedna akcja, można było znaleźć stworzenia wszystkich ras (no może rzadziej elfów); miejsce dobrze znane i często odwiedzane więc pewnie jadło mają tu dobre ;)
To tutaj hobbici spotkali po raz pierwszy Aragorna, także tutaj Gandalf rozmawiał z Thorinem Dębową Tarczą przed wyruszeniem na wyprawę.
Można by wpaść chociażby z ciekawości, czy napotka się znów jakiegoś czarodzieja lub krasnoluda.











2. Cafe Rene (Allo, Allo)


nie wiem, jak z jedzeniem, ale na pewno mają dobre trunki ;)
co prawda, przewija się tu trochę Niemców, ale śpiew Edith skutecznie ich odstrasza (ha!); ale poza tym, gdzie indziej spotkać Michelle, którą musisz słuchać uważnie, bo nie będzie powtarzać, władczego ale jakże pociągającego Herr Flicka (; oraz usłyszeć Dziń dybry oficera Crabtree do porannej kawy? ;)




3. Gospoda pod świńskim łbem w Hogsmeade (Harry Potter)


może nie jest to najmilsze miejsce, zwłaszcza po słonecznej, ciepłej kawiarni Rene, ale na ciemną, burzową noc jak znalazł x) no i żeby w końcu spróbować tego kremowego piwa ;)








4. A na grzany miód z korzeniami lub syrop wiśniowy koniecznie trzeba się udać do czarodziejskiego Pubu pod Trzema Miotłami (Harry Potter).




5. Wioska Galów (Asteriks i Obeliks)


Galowie to jednak umieją uczty wystawiać - tańce i śpiewy przy ognisku do rana (oczywiście najpierw trzeba związać Kakofoniksa żeby nie śpiewał).
A rano szybciutko do Panoramiksa. Napewno ma w zanadrzu coś dobrego na kaca ;)


6. Wieczerza u Elronda w Rivendell (Władca Pierścieni, Hobbit)

kto jak kto, ale Elrond potrafi przyjąć swoich gości, dać im zasmakować w pysznym i sycącym elfickim jedzeniu przy orkiestrze na żywo (oczywiście złożonej z elfów) jak się mogły przekonać krasnoludy zmierzające z wyprawą do Ereboru.. i jednocześnie wynudzić delikatną, subtelną muzyką (jak się mogli przekonać elfowie przygrywający im).
Ale nic to, ja krasnoludem nie jestem (choć może czasem tak wyglądam - to dla zmyłki ;p) i gościnnością nie pogardziłabym. Do Rivendell na pewno warto zajrzeć choćby tylko na małą kawę, ale za to przy jakże pięknym widoku...



7. Erebor (Hobbit)
nie można więc nie wspomnieć o wspaniałych ucztach krasnoludów: wielkich ogniskach, uginających się stołach od jedzenia, wspaniałych trunkach i koniecznie grzmiącym śpiewie krasnoludów (czy to nie przypomina naszych wesel?) a wszystko to w pięknych wnętrzach Królestwa Ereboru.



8. Herbatka u szalonego Kapelusznika (Alicja w Krainie Czarów)


nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tym wariacie ;) myślę, że niejedna osoba chętnie by wstąpiła na herbatkę pod chmurką, zaprowadzona przez znikającego Kota. Nie wiem jak Wy, ale ja chętnie zobaczę szaleństwa Marcowego Zająca. Tu przynajmniej nie trzeba nikogo udawać x)



9. Czarna Perła (Piraci z Karaibów)
co prawda to statek, ale co tam ;) kapitan Sparrow kręci się znów po pokładzie ze swoim kompasem (nadal nie wie czego chce) a za nim wiernie jak zawsze pan Gibbs, załoga uwija się przy takielunku, za sterem Anamaria, więc można siąść sobie spokojnie na schodach prowadzących do steru i wypić ciepłą aromatyczną kawę ;) oczywiście można też od czasu do czasu zejść na ląd i zajrzeć do jakiegoś portu, popić, pojeść, dać komuś przez łeb i płynąć dalej.. jak chociażby na Tortudze ;)



10. The Rising Sun (Merlin)


knajpka nieopodal Camelotu (co samo w sobie daje powód do odwiedzin), w dodatku z fajnym szyldem ;)
Może sama w sobie nie jest imponująca, ale zatrzymują się tu ciekawe osobistości, które w jakiś sposób są związane z królem i jego sługą. Zatem oprócz grzanego piwa w towarzystwie rycerzy Camelotu mam szansę tu spotkać czarodzieja spragnionego zemsty na królu, młodych chłopców szukających szczęścia w turniejach rycerskich czy chociażby poszukiwacza ostatniego smoczego jaja.
Doborowe towarzystwo ;)


11. Z wizytą u Muminków (Muminki)

Sam pomysł odwiedzin Doliny Muminków (która znajduje się gdzieś w Finlandii) wydaje się być świetnym pomysłem ;) A tym bardziej spotkanie i poznanie jej mieszkańców. Mama Muminka zaparzy pyszną herbatę, z Tatą Muminka pogawędzi się o książkach czy nawet o teatrze. Aż strach się bać spotkania z Małą Mi ;) Ale za to spotkanie z Włóczykijem byłoby na pewno wyjątkowe. Pewnie Migotek, Panna Migotka i Ryjek też by przyszli posłuchać gry na harmonijce oraz opowieści z innych części świata. Gdyby na herbatkę wpadł również Muttry, może udałoby się go przekonać, by pokazał jeden z tych jego genialnych wynalazków, jak chociażby gazetę, która sama się czyta czy kwadratowy balon ;)


12. Stołówka firmowa (Dostawa na telefon)
Choćby tylko po to, by na własne oczy zobaczyć co znów wykombinował Gupta.
I tak, to tylko jeden ale wystarczający powód ;)
jeśli ktoś jeszcze nie oglądał - polecam na poprawę nastroju zwłaszcza w tę piękną jesień tej wiosny.




13. Herbaciarnia (Wyznania gejszy)
dobrze, może sam temat gejsz i szczegóły ich zawodu mogą być różnie odbierane, każdy ma inne zdanie na ten temat. Ale przyznajcie, kto by nie chciał, tak na chwilę, z ciekawości zobaczyć jak to naprawdę wygląda, co i jak one tam robią (w znaczeniu tańca i gry oczywiście), jak sobie radzą by w tak niewygodnym stroju wyglądać tak pięknie. Jak dla mnie sam fakt rozmawiania z taką panią siedzącą obok, wymalowaną, wy ubieraną, byłby czymś wyjątkowym.



14. Statek kosmiczny (Doctor Who)
co prawda, nie jestem wielką fanką Doctora (choć małą może tak x]), i też nie przepadam za tym gatunkiem, ale z drugiej strony... w końcu zawsze jest druga strona ;) ale do rzeczy, gdy tak przeglądałam w myślach te wszystkie miejsca, przyszła mi do głowy scena, a nawet wręcz migawka, gdy przed wielkim oknem stoi zamyślony Doctor, przypatrując się Ziemi, która za kilka chwil zostanie pożarta przez Słońce. Tylko pomyśl, czy nie było by cudownie ciekawie a zarazem okrutnie dziwnie zobaczyć to popijając tak po prostu espresso? przenieść się w czasie, nie to że za parę setek lat, nawet nie za kilka tysięcy, ale wprost w rok 5 miliardów by zobaczyć koniec.. ...lub uratować swoją Ziemię x] a może dać jej spłonąć (oczywiście byłaby wyludniona) i zobaczyć, jakie inne możliwości to stwarza?




15. Bar Ostatnia Szansa (Spotkanie)
aż ciekawi mnie strasznie, jakich ludzi i z jak bardzo złamanymi sercami bym tam spotkała; czy i moje by się złamało; jakie to danie specjalne by mi zaserwowano (sama nie wiem, co bym chciała dostać); i to najważniejsze, czy ostatecznie wykorzystałabym choć jedną szansę z tych, które dostaję; ale to już przemyślenia na inny raz x]


Tak to wygląda moich 15 miejsc. Może w którymś z nich spotkałabym kogoś z Was ;)


źródła obrazków:
- http://stormrp.enjin.com/forum/m/23365114/viewthread/25343279-rp-hubs-beauty-tavern/post/last
- http://order-of-phoenix.forumpolish.com/t5-gospoda-pod-swinskim-lbem
- http://rebloggy.com/post/my-gifs-spoilers-the-hobbit-1000-thorin-oakenshield-an-unexpected-journey-elrond/38331878081
- http://www.bbc.co.uk/doctorwho/s4/episodes/S1_02
- http://www.filmweb.pl/film/Spotkanie-2010-618687
- https://fdb.pl/osoba/1805-ken-watanabe-i/pictures
- http://uproxx.com/sepinwall/the-worst-tv-of-2010-gravity-outsourced-and-more/
- http://www.puzzledladziecionline.pl/puzzle-muminki/700x550/puzzle-dla-dzieci-muminki-18.jpg
- http://hdmania.tv/wp-content/uploads/2011/05/Pirates-of-the-Caribbean_On-Stranger-Tides-Ship.jpg
- http://merlin.wikia.com/wiki/The_Rising_Sun
- http://tawerna.rpg.pl/alicja-w-krainie-czarow-recenzja/

Te też są fajne: