środa, 3 lipca 2019

Niektóre książki są po to,by je czytać w kawiarniach

To cudowna rzecz, w kraju ogarniętym względnym spokojem, że możesz tak po prostu wyjść 
z domu z myślą, że chcesz poczytać przy kawie, ale nie u siebie.

Tylko właściwie czemu nie? Własne cztery ściany dają komfort, bezpieczeństwo, pewnego rodzaju intymność. A tu takie obnoszenie się z czytaniem.
Ale ma to sens. To naprawdę ma sens.

Kawiarnie czy też miejsca ładne wizualnie (czy też ładne poprzez to, że panuje w nich spokój), dają swój własny komfort - uwolnienia myśli, wyrwanie się
z przewidywań i poglądów, umiejscowionych niejako w naszym domu. Tu widzimy więcej, czujemy wiatr na skórze, ale to jest inny wiatr niż ten, który otula nas wieczorami, gdy siadamy na swoim własnym balkonie, nie musząc się tłumaczyć z ubrania tylko
w piżamy i z zamykania oczu by lepiej słyszeć noc.


Tu chodzi również o kontrast. Z jednej strony nie ma nas, bo umysłem, sercem może nawet jesteśmy w akcji książki, a jednocześnie nasz mózg czuwa nad otoczeniem, dając nam, delikatnie, niemal nieuchwytnie do zrozumienia, że on stoi na straży i monitoruje każdy ruch w tle.
Trochę naciągając - jesteśmy w świadomości i nieświadomości jednocześnie.

A poza tym, wiadomo, że wśród ludzi i na powietrzu, wszystko inaczej smakuje.
 













A jeśli już się zdecyduje na taki krok, zerwania intymności domowych kątów, warto przemyśleć zaproszenie współtowarzysza. Czytanie we dwójkę, nawet każdy swoją książkę, jest nadal tak niepopularne, że czujesz się jak na flash mobie. :)
Ale czytanie też zbliża lub umacnia więzi. Naprawdę, robienie wspólnie tak dziwnej, niecodziennej rzeczy musi pozostawić jakiś ślad. :) :)

Myślisz, że przesadzam? Może i tak, ale z drugiej strony, kiedy ostatnio widziałaś/ eś kogoś, kto przyszedł do kawiarni (a już w ogóle do restauracji) tylko, by coś poczytać?

Zgadzam się, za mało takich widoków, więc bądźmy tym widokiem.
Taka trochę edukacja przez pokazanie na swoim przykładzie, że tacy ludzie istnieją i to nie jest taki głupi pomysł.












Zostańmy więc takimi obrazkami, wyspami na morzach pustych od książek w miejscach publicznych. Nie po to nawet, by promować czytanie.
Po to, by pokazać, że istnieją różni ludzie. A bycie "różnym", innym to nic złego.
Tego chyba teraz potrzebuje ten kraj.


Oraz, że czasem jest dobrze wyjść z domu, nawet 
z książką. Choć intymność pokoju to nic złego.

 Ale to już inny rodzaj doświadczeń. :)

Pozdrawiam zwiewnie :)


wtorek, 18 czerwca 2019

"Spotkajmy się przy kawie" :)

Takie wydarzenia nie zdarzają się często, a  przynajmniej nie u mnie.

Sobota, ładny, ciepły dzień. Kwiaciarnio - kawiarnia "Kwiaty ze smakiem". Pięknie udekorowany stół, przygotowane ciekawe warsztaty i 12 cudownych kobiet, które postanowiły zrobić coś wspólnie.
Pierwsze stalowowolskie spotkanie blogerek. Pozwólcie, że opowiem o nim ze swojej perspektywy. :)

Na początku bardzo chcę podziękować Natalii Tworek - Sudoł z bloga Mój portret, za to, że namówiła mnie do wzięcia udziału, oraz pozostałym organizatorkom - Agacie, Eli oraz Ewelinie  za cały pomysł i realizację tego spotkania. 
Bardzo Wam dziękuje za zaproszenie.

Szczerze mówiąc, zazwyczaj jestem sceptycznie nastawiona do spotkań, nawet jeśli zapowiadają się świetnie. Moja introwertyczna natura mi w tym nie pomaga.:) Dlatego tym bardziej doceniłam klimat, pozytywne nastawienie organizatorek oraz to, jakie osoby tam poznałam. Każda z nich prowadzi ciekawy blog, wręcz poczułam się wśród nich jak szara myszka, gdy popatrzyłam na swoje osiągnięcia. Ale jednocześnie miałam nadzieję, że się czegoś od nich nauczę, że nabiorę motywacji, może podłapię jakieś pomysły.
I faktycznie tak się stało. Mam nadzieję, że efekty będzie można już niedługo zauważyć.

Po pierwszych przełamanych lodach przy lemoniadzie i opowiedzeniu co nieco o sobie, zaczęły się warsztaty.






Pierwsze z nich były to warsztaty kuchenne, prowadzone przez Ewelinę z bloga http://www.zabawawgotowanie.pl. Szczerze mówiąc byłam nieco zaniepokojona, bo z kuchnią mam zazwyczaj niewiele wspólnego.:) Jednak - wiadomo - w grupie siła, więc zrobiłam co mogłam, by później delektować się wynikami naszych starań, zrodzonych w przyjaznej atmosferze, przy plotkach i miłej muzyce z głośników.









Po kolejnej małej przerwie zabrałyśmy się za robienie kartek, co jest mi trochę lepiej znane niż wcześniej wymienione gotowanie. ;) Natalia ( https://mojportret.blogspot.com/), prowadząca te warsztaty, przygotowała śliczne dekoracje, tak, że przy odrobinie kreatywności powstawały małe cudeńka. ;)





Następnie przyszła kolej na zdjęcie grupowe oraz dzielenie się swoimi doświadczeniami.

Miłym akcentem, dzięki któremu na dłużej na pewno zapamiętamy te warsztaty, były przepiękne zdjęcia. .

Naszym fotografem była pani Ela Gacek http://szastprastfoto.pl Oto kilka zdjęć z tego spotkania:
















Nasze spotkanie odbyło się dzięki następującym sponsorom, którzy także obdarowali nas kilkoma drobiazgami, za co chciałabym podziękować:



Kwiaty ze smakiem
Jak zapewne już zauważyliście na zdjęciach, to cudowne miejsce, z bardzo miłą atmosferą, dzięki któremu to spotkanie nabrało jeszcze większego uroku. :)

Szast Prast Fotografia
https://www.instagram.com/szastprastfotografia/
https://www.facebook.com/szastprastfoto/?epa=SEARCH_BOX
Czyli piękne zdjęcia, które mogliście podziwiać powyżej.














Dziękuję raz jeszcze za zaproszenie.
Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy nie raz. :)



poniedziałek, 3 czerwca 2019

Andrea Bocelli - Muzyka ciszy



Myślę, że to może być książka dla wszystkich, nawet dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zetknąć się z głosem Bocellego. Szczerze bym tego chciała, bo książka (choć nie należy do nowości wydawniczych), jak i postać, którą przedstawia, jest naprawdę wyjątkowa.
To prawda, jest być może skierowana głównie do sympatyków tego niesamowitego tenora o charakterystycznym, miękkim głosie, ale jak każda biografia, zasługuje na poznanie także przez tych, którzy jeszcze tej postaci nie znają. Wszak każde życie jest warte poznania i zapewne z każdego możemy wyciągnąć wnioski dla siebie.

Bocelli postanowił sam opowiedzieć swoją historię, dzięki czemu pozbywamy się interpretacji zdarzeń przez osoby trzecie, możemy wręcz wniknąć do jego myśli i uczuć. Dostajemy prostą, czystą historię życia, napisaną lekkim i delikatnym stylem, a kolejne zdania i historie zapadają w pamięć, cieszą, zachwycają, wzruszają.

Jest to cudowna książka, dbająca o najpotrzebniejsze szczegóły – tak w opisie otoczenia jak i ludzi.
To opowieść pełna miłości, radości życia pomimo trudności, ciekawości świata, pasji. Ciężko się od niej oderwać, jak i ciężko oderwać się od głosu Autora. Kto go słuchał, ten wie. :)

Jest to jedna z najciekawszych, najbardziej inspirujących i dodających otuchy książek, jakie czytałam.
Poznałam uczucia żywego, radosnego chłopca, który zaczyna tracić wzrok, jego zalęknienie podczas pierwszego wyjazdu do szkoły z internatem, pierwsze zauroczenie oraz moc emocji towarzysząca pierwszemu sukcesowi – wygranej w konkursie śpiewaczym. 
Odkryłam wpływ i znaczenie muzyki w jego życiu. Z niemałym zdziwieniem zaczytywałam się w historię z życia szkoły średniej, która przeżywała zrywy rewolucyjne swoich uczniów, w tym, w pierwszym szeregu, naszego bohatera.
Odkryłam razem z nim, że doświadczenia zmieniają człowieka nie do poznania. Utożsamiłam się z jego chęcią przezwyciężenia trudności. 
Aż finalnie, z zapartym tchem czytałam o jego drodze do miejsca, w którym jest teraz. Drodze pełnej wątpliwości, odpuszczania sobie, aby w końcu zrozumieć swoje przeznaczenie i je wypełniać, trzymać się go, łapać okazje do osiągnięcia celu by go nareszcie urzeczywistnić.

Czy ten cel jest wart tylu poświęceń? Czy życie doprowadzone do tego momentu jest bardziej wartościowe, czy jest prostsze?
Proszę pozostać przy książce do końca. A mam tu na myśli także Zakończenie oraz list zamieszczony na ostatnich stronach, który wszystko pięknie podsumowuje i wyjaśnia.
Mistrz Bocelli pomaga nam tą książką odkryć prawdy, które czasem przykurzone, zapomniane, mogą dodać rumieńców i przysporzyć radości naszemu życiu, jeśli odważymy się je wypróbować.
Tego wszystkim życzę. :)


[z listu do nauczyciela śpiewu] : 

„Nie wiem, jak Panu dziękować, że doradził mi Pan rygor milczenia. Doskonale wpływa ono na głos, ale także na ducha, dzięki czemu można lepiej poznać siebie, kiedy jest się samemu, oraz innych, kiedy oblewają się hałaśliwymi potokami słów. Ileż zbędnych rzeczy, absurdów i bzdur przekazują sobie w rozmowach, ileż ważnych rzeczy tracą wskutek niewytłumaczalnej obojętności w stosunku do rozmówcy, spowodowanej obawą, że nie wszystko powiedzieli lub nie byli dość przekonujący! Iluż rzeczy nauczyłem się, maestro, i ile niespodzianek szykuje mi jeszcze muzyka ciszy!”


piątek, 12 kwietnia 2019

Murakami ciągle zachwyca. Zniknięcie słonia.

Tak, to kolejna książka H. Murakamiego, którą miałam przyjemność przeczytać. Jeśli ktoś śledzi ten blog, lub O pasji, która łączy ludzi... gdzie również się udzielam, wie, że co jakiś czas pojawiają się moje przemyślenia odnośnie książek tego autora. Wie również, że za każdym razem jestem nimi oczarowana.



Tym razem jest to zbiór opowiadań. To trzeci zbiór tego autora, który przeczytałam, po "Ślepej wierzbie i śpiącej kobiecie" oraz "Mężczyźni bez kobiet".
Mogę z całą pewnością przyznać, że Murakami świetnie radzi sobie tak z powieściami jak i krótkimi formami.
Wciągnął mnie w nią specyficzny sposób narracji, niejednoznaczności, nawiązania do różnych gatunków, szukanie drugiego dna, balansowanie na granicy światów ale i specyficzny humor.

Mamy tu więc mężczyznę, który szukając kota, próbuje odnaleźć się w nietypowych rozmowach z trzema kobietami. Poznajemy też młode małżeństwo, które postanawia napaść na McDonald's w środku nocy. Możemy odczytać zadziwiający list prosto z sera w odpowiedzi na reklamację. Przeczytamy o dwójce zakochanych, którzy nimi nie są, ale na dobrą sprawę, mogliby być - stuprocentowo. O kobiecie, która nie śpi i przez to rzeczywistość jest czymś innym niż do tej pory.
Jeden z bohaterów uczy nas, że zapamiętywanie szczegółów na długi czas, nie musi być skomplikowane, jeśli ma się do tego odpowiednią technikę. Dowiadujemy się, że kupienie szortów może być niebezpieczne dla trwałości małżeństwa, za to szczere rozmowy umacniają więzi między rodzeństwem. Listy za to, potrafią poruszyć czyjś świat, nawet jeśli są głównie o kotlecie mielonym.
Dowiadujemy się, jak rozrzedza się słonie, by za szybko nie wyginęły i że nic nie poradzi się na to, na co nic nie można poradzić. Poznamy przewrotnego karła, który nad wszystko uwielbia taniec oraz boksera, który milczeniem pokonał przeciwnika.
Na samym końcu zaś mamy opowiadanie tytułowe. Jest ono niejako podsumowaniem i obrazem całej  książki w sensie metaforycznym, poprzez pomieszanie realizmu z fikcją, urzeczywistnienia absurdów i proste, nieoczekiwane rozwiązanie historii.

Swoimi opowiadaniami H. Murakami udowadnia, że jego styl pisania jest na wysokim poziomie. Przekłada się to na przyjemność czytania i zastanawiania się nad przesłaniem wszystkich tych historii i każdej z osobna.

Myślę, że jest to pozycja idealna do popołudniowego odpoczynku lub wieczornej kawy.
Zwłaszcza dla tych z czytelników, którzy lubią łączyć rozrywkę z inteligentną obserwacją otaczającego świata.

Polecam serdecznie i do poczytania następnym razem ;)


Te też są fajne: