poniedziałek, 24 lutego 2014

cena za życie

ostatnio pisałam o stronie siepomaga.pl;

wspomniałam także historię małej Ali; postanowiłam zorganizować dla niej zbiórkę na tejże stronie - 
http://www.siepomaga.pl/r/krainaczarow



jeśli więc tylko chcecie i możecie, pomóżcie;
na pewno dla każdego z nas to okropne czy tragiczne, gdy ktoś cierpi na nowotwór; a jeszcze gdy jest to dziecko..serce się kraje; zwłaszcza, że życie tego dziecka zostało wycenione, ceną za terapię, która może umożliwić wygranie z chorobą; 

nie można przejść nad tym do porządku dziennego; 
wiadomo, że wiele osób potrzebuje pomocy; to jednak nie oznacza, że nie można wybrać jednej z nich i jej pomóc;
zaangażowałam się w to emocjonalnie może dlatego, że przeżyłam podobną sytuację w rodzinie; niestety u nas się nie udało; ale mam nadzieję, że z Alą będzie inaczej; tyle tylko, że w pojedynkę nie można tego zrobić;

przecież razem możemy tak wiele - zróbmy to! 

piątek, 21 lutego 2014

razem wielką mamy moc x]

nie mogę nie podzielić się stroną, która stała się dla mnie kolejnym powodem do życia; i to lepszego niż dotąd; która mi coś uzmysławia [myślę, że także każdemu na swój sposób]; oczywiście takich stron jest wiele, co nie znaczy by nie zwrócić uwagę na którąś z nich;

http://www.siepomaga.pl/


Siepomaga.pl łączy w jednym miejscu ludzi chcących wspierać potrzebujących z organizacjami pozarządowymi, których misją jest niesienie pomocy. Siepomaga.pl współpracuje tylko ze sprawdzonymi organizacjami prowadzącymi działalność charytatywną i prospołeczną. Darowizny od Pomagaczy przyjmuje Fundacja Siepomaga, a następnie rozdziela je na wskazane przez darczyńcę organizacje pozarządowe, w tym cele zbiórek publicznych.
[w ogóle trudność sprawia samo uświadomienie sobie ile osób potrzebuje pomocy, na co chorują, co przeżywają; to że większość z nich to jeszcze dzieci; nie mówiąc o tym, jak trudno jest wybrać, komu pomóc];

osobiście zwróciłam uwagę na swoją imienniczkę; 5- letnia Ala choruje na jeden z najcięższych nowotworów dziecięcych- neuroblastoma IV stopień kliniczny;
nie będę tu opisywać całej historii; [jeśli ktoś chce ją przeczytać - http://www.siepomaga.pl/f/fundacja-siepomaga/c/1167]

uważam, że każdy, kto chce, sam zajrzy;
chciałam tylko zasygnalizować taką możliwość pomocy innym;
jeśli nie wpłatą, to kliknięciami na odpowiedniej stronie, dobrą myślą, modlitwą, podzieleniem się tą stroną  z innymi; jest tak wiele możliwości;

zazwyczaj na końcu podaje się slogan motywujący do działania;
jednak znając przynajmniej część osób, które tu wchodzą, wiem, że nie muszę tego robić x]

pozdrawiam Was wszystkich x]

piątek, 14 lutego 2014

zakochaj się w tradycji x]

Noc Kupały,Noc Kupalna, Kupalnocka,  Noc Świętojańska, Sobótka; czyli takie polskie walentynki, tyle, że sięgające do tradycji słowiańskich;


co prawda, przypadają dopiero 23 czerwca (Noc Świętojańska) i ok. 21 czerwca (Noc Kupały), ale dzisiejszy dzień to dobra okazja, by do nich nawiązać;
jest to święto powitania lata a zarazem święto miłości; w tę noc rozpalano ogniska (zwane sobótkami) przy których zbierali się ludzie; tańczono, śpiewano i wróżono; głównie w tańcach brały udział niezamężne panny, które śpiewały miłosne pieśni i chciały w tę noc dowiedzieć się, czy szybko wyjdą za mąż. przez ogniska skakali chłopcy, ale także i pary; jeśli para przeskoczyła razem ogień i ich ręce były cały czas splecione, wróżyło to szczęście w ich miłości;



Noc sobótkowa była również nocą łączenia się w pary; niegdyś kojarzenie małżeństw należało do głowy rodu oraz starszyzny i wynajmowanych przez nich zawodowych swatów; ale dla dziewcząt, które nie były jeszcze nikomu narzeczone i pragnęły uniknąć zwyczajowej formy dobierania partnerów, Noc Kupały była wielką szansą na zdobycie ukochanego; puszczano na wodzie wianki; wiły je z ziół i kwiatów młode panny; wianki musiały mieć także wpięte małe, zapalone łuczywo; po drugiej stronie rzeki czekali chłopcy i wyławiali wianki, po czym przy ognisku szukali właścicielki wianka;
[gdy wianek płynął wyjdzie ona za mąż ale nieprędko, jeśli płonął, utoną lub zaplątał się w sitowiu prawdopodobnie zostanie starą panną]; w ten sposób dobrani młodzi mogli kojarzyć się w pary bez obrazy obyczaju, nie narażając się na złośliwe komentarze czy drwiny; owej nocy przyzwalano im nawet na wspólne oddalenie się od zbiorowiska i samotny spacer po lesie;




przy okazji rzeczonego spaceru młode dziewczęta i chłopcy poszukiwali na mokradłach kwiatu paproci, wróżącego pomyślny los;
o świcie powracali do wciąż płonących ognisk, żeby przepasawszy się bylicą, trzymając się za dłonie, przeskoczyć przez płomienie; skok ten kończył obrządek przechodzenia przez wodę i ogień i w tym jednym dniu w roku swojego czasu stanowił rytuał zawarcia małżeństwa.



odprawiano także rozmaite wróżby; wróżono ze zrywanych w całkowitym milczeniu polnych kwiatów i z wody w studniach; wróżono z rumianku i kwiatów dzikiego bzu; z cząbru, bylicy, innych roślin oraz znaków; powszechnie wierzono też, iż osoby biorące czynny udział w sobótkowych uroczystościach, przez cały rok będą żyły w szczęściu i dostatku;



jak na mój gust, nasze rodzime "walentynki" są trochę chyba fajniejsze i ciekawsze; te zachodnie, obchodzone dzisiaj, mają jeden zwyczaj czyli obdarowywanie się kartkami lub ewentualnie kupno drobiazgu w postaci np pluszowego misia; no proszę was... jak to porównywać?x]



poniedziałek, 10 lutego 2014

Zdjęcie w godzinę czyli film o grze pozorów

jeśli ktoś lubi filmy z Robinem Williamsem, powinien obejrzeć i ten;

Główny bohater filmu mówi: "Gdy przeglądamy nasze albumy fotograficzne, przekonujemy się, że na zdjęciach uwiecznia się tylko szczęśliwe chwile. Nikt nie fotografuje przecież tego, o czym chciałby zapomnieć". 
Jego bohaterem jest Sy, mężczyzna w średnim wieku. Sy pracuje w punkcie fotograficznym w jednym z dużych supermarketów. Od lat wywołuje ludziom zdjęcia, na których uwieczniają oni różne momenty swojego życia. Jednak są klienci, którzy interesują go bardziej, niż by to wynikało z zawodowych obowiązków. Są nimi państwo Yorkinowie - młodzi małżonkowie Nina i Will oraz ich 9-letni syn Jake. Yorkinowie od lat wywołują filmy u Sy'a, nie wiedząc o zainteresowaniu jakie ich życie wzbudza u "faceta od zdjęć". Żyją sobie własnym życiem, nie podejrzewając, że ktoś może chcieć je zmienić... Sy to fascynujący bohater. Swoim dziwacznym zachowaniem często nas przeraża, co sprawia, iż mimo współczucia i zrozumienia dla niego, nie możemy pozbyć się obrzydzenia i pewnej niechęci do jego osoby. Jest jednak bardzo prawdziwy a przez swoją mroczność i zagadkę, którą zdaje się skrywać, jest niezmiernie interesujący. Postać Sy'a jest zresztą bardzo charakterystyczna i została stworzona tak, by głęboko zapadać w pamięć widza. To typ człowieka, którego mijamy bez zastanowienia na ulicy, a jednak jako bohater filmu staje się niemal ikoną. 

można by było przytoczyć jeszcze niejedno zdanie na temat tego filmu, ale i tak nawet najlepszy opis nie zastąpi zobaczenia go na własne oczy i wyciągnięcia z niego swoich własnych przemyśleń.

 ja zobaczyłam w tym filmie wiele samotności, i to nie tylko głównego bohatera; jego samotność jest oczywista i tak głęboka, że przejawia się właśnie w ukradkowym wchłanianiu w siebie życia innych, by zapełnić brak; ale myślę, że po czasie ujawnia się także samotność Niny, a w pewnym momencie także i męża; nie chcę wszystkiego ujawniać, by nie popsuć przyjemności oglądania;

film jest dla mnie także zobrazowaniem schematu jaki zazwyczaj widzimy dookoła, czyli [mówiąc socjologicznie] różne role jakie pełnimy; chodzi mi o pokazanie na zewnątrz, wśród ludzi czy nawet rodziny i znajomych swojego życia jako dobre, szczęśliwe, a co najmniej zwyczajne, podczas gdy trwa się w jakiejś burzy, przechodzi sztormy czy zawieruchy a życie wcale nie jest tak piękne ja na wywoływanych zdjęciach;

pokazuje także to, co może się stać, gdy w swoich pragnieniach czy potajemnym "uczestniczeniu" w cudzym życiu pójdzie się za daleko...

jak najbardziej polecam x]

niedziela, 9 lutego 2014

dzisiaj o pszczołach ...

zaintrygowała mnie jedna ciekawostka:


zerknęłam na jedną stronę by dowiedzieć się czegoś więcej, dowiedziałam się z niej, że

Całość przypomina kokon i jest naprawdę kolorowa. Wewnątrz znajduje się pojedyncze jajo, osłaniane najprawdopodobniej w ten sposób do momentu wyklucia postaci dorosłej 
 Na początku owad odgryza płatki od kwiatu, a potem transportuje je do wygrzebanej w ziemi jamki, która ma wielkość orzecha ziemnego. Potem przychodzi czas na mocowanie konstrukcji. Samica formuje kokon, umieszczając na sobie kolejne płatki. Od czasu do czasu upewnia się, że wszystko będzie się trzymać razem, stosując klej z nektaru. Po wybudowaniu kolorowej tuby wzmacnia ją od wewnątrz gliną, na którą nakłada jeszcze jedną warstwę płatków. W ten sposób powstaje coś w rodzaju kanapki: pomiędzy dwiema warstwami materiału roślinnego znajduje się spoidło z błota.
  Na dnie kokonu umieszcza zapas nektaru i pyłku. Samica zapieczętowuje tubę. Najpierw zagina wewnętrzne płatki, potem dodaje gliny, a na odchodnym zapieczętowuje zewnętrzne płatki. Choć trudno w to uwierzyć, tak przygotowana kapsuła jest niemal hermetyczna, co stanowi doskonałe zabezpieczenie przed wszystkim, co można sobie wyobrazić. Po zaledwie 3-4 dniach z jaja wylęga się larwa. Gdy zje nektar, obraca stwardniałą osłonę.

zainteresowanie takimi rzeczami może wydawać się idiotyczne, ale jeśli nawet nie sam proces, to warto podziwiać efekty, bo są naprawdę piękne; takie małe arcydzieła x]





czwartek, 6 lutego 2014

"Władca" zawsze obecny

jakiś czas temu natrafiłam na dwa artykuły;

jeden pytał jakie fikcyjne miasta i miasteczka chciałbyś odwiedzić;
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/varia/3464/fikcyjne-miasta-i-miasteczka -

oczywiście moim typem było Minas Tirith x] 
ostatnio motyw "Władcy..." krąży gdzieś wokół mnie, choć tylko na krótko daje znać o sobie; nie nachalnie, ale ze spokojem x] 



co się okazuje, nawet gdy nie ma możliwości zamieszkania w którymś z miast Śródziemia, można to sobie zrekompensowaćć w Holandii - 
http://booklips.pl/newsy/w-holenderskim-miescie-nazwy-ulic-zaczerpnięto-z-hobbita-i-wladcy-pierscieni/ -

tam znowu nazwali ulice imionami bohaterów "Hobbita" i "Władcy..."; 
co więcej:
" System nazewnictwa został bardzo dobrze przemyślany – ulice pogrupowane są zgodnie z miejscem pochodzenia bohaterów. I tak dla przykładu na północy znajdziemy reprezentantów Gondoru – Boromira, Faramira, Aragorna i Denethora. Na zachodzie leżą ulice pod patronatem krasnoludów, na południu zaś elfów."
i jak tu powiedzieć, że literatura nie ma wpływu na życie x]

wtorek, 4 lutego 2014

Dzienniki kołymskie - Jacek Hugo - Bader

"Witajcie na Kołymie - w złotym sercu Rosji"

"Dzienniki kołymskie" to zapiski Jacka Hugo - Badera z podróży  Traktem Kołymskim, zwanym przez miejscowych Trasą, która liczy 2025 kilometrów od Magadanu [stolicy Kołymy] do Jakucka w Jakucji.
Na kolejnych kilometrach spotyka on ludzi żyjących tam najczęściej od lat; często potomkowie ludzi zesłanych tu za czasów ZSRR do łagrów, którzy po odbyciu kary albo dostawali kolejny wyrok, albo zostawali zatrzymywani bez żadnego powodu, albo mieli zakaz powrotu do domu; a także ludy które żyją tam od zawsze;
każda historia jest inna, każda jest wyjątkowa; i ludzie są wyjątkowi, bo potrafili przetrwać w tak ciężkich warunkach; niektórzy wręcz sami przyjeżdżali, by uciec...od różnych rzeczy, ludzi, wspomnień lub kłopotów; trudno opowiadać o książce złożonej z tylu historii, bo każda jest warta opowiedzenia; zachęcam więc do sięgnięcia po "Dzienniki..."; sama na początku miałam opory, książkę wzięłam ot tak, ale nie zaczęłam czytać od razu; przeleżała sobie ze 2 tygodnie, a teraz dostaję upomnienia z biblioteki bo skończył się już czas przetrzymywania xp
ale gdy już zaczęłam czytać, odkryłam inny świat, którego dotąd nie znałam, a miałam o nim jedynie mgliste wyobrażenie; te historie pokazały mi że "człowiek jest mocny", potrafi wnieść życie tam, gdzie wydaje się, że go nigdy nie będzie; a na pewno to, w jakim miejscu żyjemy nie jest bez znaczenia, możemy mówić że teraz jest łatwiej bo mamy XXI wiek; ale klimat i sama przyroda nie dba o to i nie odpuszcza; ważne jest chyba to, żeby po prostu odnaleźć możliwie jak najwięcej życia w swoim życiu;

poniedziałek, 3 lutego 2014

Wojny kozackie - Romuald Romański

Kim była Helena Ukraińska i co ma wspólnego z Heleną Trojańską?
O co chodziło w sporze Chmielnickiego z Czaplińskim?
Ile w tamtych czasach kosztował koń?
O tym, że Władysław IV miał romantyczne wizje i plany podboju Turcji;
Co to był "bunt solny"?
Czym były: pospolite ruszenie, dragonia, dziryt, czambuł, janczarki, bachmaty, komunik czy kontrmarsz lub przyłbica?
Jaki był ulubiony manewr naszych dowódców?
Dlaczego wojsko polskie nie mogło się ze sobą dogadać?
Jakie konsekwencje miała opieszałość dowódców polskich?
Czy bez niej udałoby się rozgromić Chmielnickiego dużo wcześniej?
Dlaczego Chmielnicki miał większy szacunek do Rzeczpospolitej po jej klęsce pod Korsuniem niż tej pod Piławcami?
Co to są uniwersały?

Na te i inne pytania odpowiedź można znaleźć w "Wojnach kozackich". Napisana bardzo ciekawie; nie jest to typowa ocena czasów minionych ale opowieść o ludziach którzy tworzyli ówczesną historię na podstawie wiedzy którą obecnie o nich posiadamy; a także o wydarzeniach, które są tu opisane w sposób obrazowy; żadne same suche fakty, jest tu miejsce i na analizę postępowania poszczególnych bohaterów tamtych wydarzeń; [która wydaje mi się bardzo rozsądna, pokazuje czasem inne oblicze znanych wydarzeń które na ogół komentowane są w całkiem odmienny sposób] i na bliższe zapoznanie się z otoczeniem, głównymi postaciami; nawet ich cechy charakteru są tu uwzględnione, jako element, który nie pozostaje bez wpływu na bieg wydarzeń;
polecam zwłaszcza tym, którzy interesują się wojnami prowadzonymi z Ukrainą a zwłaszcza powstaniem Chmielnickiego, którzy chętnie się w nie zagłębią; ale nie tylko im; moim zdaniem gdyby historia w szkole była przekazywana w taki sposób, byłaby o wiele ciekawsza.
jak najbardziej polecam x]

Te też są fajne: